Zaklęta (Usagi and Diamande) Część II: Podwójne życie Usagi – Rozdział 12

Zaklęta

Część II – Podwójne życie Usagi

Rozdział 12, czyli czekanie

Wszystko jakoś się ustabilizowało, choć może nie do końca tak, jakby Usagi sobie tego życzyła. Początkowo jej ciąża nie sprawiała większych problemów, lecz im bliżej było rozwiązania, tym częstsze miała przerwy w pracy. Mimo to, nie zamierzała zaszyć się w domu na zwolnieniu lekarskim, ani też całkiem zrezygnować z pracy. Mamoru, co prawda już na to nie nalegał, jak kiedyś, ale powód i tak leżał gdzie indziej. Musiała, po prostu musiała chodzić do pracy, by choć przez krótką chwilę móc widzieć swojego ukochanego Di.

Ich potajemne schadzki popołudniami praktycznie nie miały już miejsca. Usagi czuła się osaczona, miała wrażenie, że wszędzie widzi swojego męża. Mamoru wracał do domu od razu po pracy, albo i wcześniej. Nie było już mowy o przesiadywaniu na uczelni do wieczora. Często też w ogóle nie wychodził, siedząc zawsze gdzieś w pobliżu z laptotem. Niby pracował, lecz Usagi czuła jego wzrok na plecach. Z każdego kroku musiała się tłumaczyć. Pilnował jej, to nie ulegało wątpliwości.

Co jednak nieco ją cieszyło i mocno uspokoiło, nigdy więcej nie zrobił jej awantury, ani też nie potwierdził, iż wcześniejsze badanie pod kątem płodności było prawidłowe. Mamoru nigdy nie poruszył już tego tematu, a ona nie śmiała pytać. Uznała, że pewnie miała rację i w wynik wkradł się błąd. Tym bardziej nie rozumiała, skąd zmiana w zachowaniu jej męża i to deptanie po piętach na każdym kroku.. Innymi słowy, tylko praca dawała jej odrobinę wolności osobistej i pozwalała na krótkie chwile z Diamandem, który z jednej strony cieszył się z jej stanu, otaczał ją opieką i miłością, ale jednak marniał jakby pogrążony w smutku. Wiedziała, dlaczego. Sama również czuła, że pożera ją tęsknota za nim. Poza tym… zdawała sobie sprawę, że wtedy, w parku zraniła go głęboko. W tej chwili, w swoim odczuciu, nie mogła jednak zrobić nic więcej, ponad okazywanie mu miłości, gdy mogli zaszyć się na chwilę sam na sam w jego gabinecie. Na szczęście pozycja Di w konsorcjum sprawiała, że nikt nie robił jej wyrzutów, gdy jej pora lunchu dawno minęła, a ona wciąż jeszcze nie wracała na miejsce pracy.

W tym nastroju minęła zima i wiosna. Brzuch Usagi rósł, jej spokój również. Powoli oswoiła się ze wszystkim, co działo się w jej świecie, a prawdziwe święto przeżyła, gdy na USG można było dostrzec wreszcie płeć dziecka. Więc ChibiUsa miała się naprawdę narodzić.

**

Lato rozpoczęło się upalnie i męcząco. Żar lał się z nieba i nigdzie, poza klimatyzowanymi budynkami, nie dało się wytrzymać. Usagi wiedziała, że termin porodu już minął, ale wcale nie czuła, by była bliżej rozwiązania niż wcześniej. Zresztą naczytała się na ten temat dość literatury i nawet lekarz twierdził, że rzadko które dziecko rodzi się w wyznaczonym terminie.

- Jeszcze spokojnie możemy poczekać z 10 dni, pani Chiba – uspokajał – Jak nic się nie wydarzy, weźmiemy panią do szpitala i spokojnie wywołamy poród. Proszę się nie obawiać, nie ma w tym nic strasznego.

Więc nie obawiała się, tak jak mogła, ale odmówiła pójścia na zwolnienie lekarskie. Czuła, że w tych dniach bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje kontaktu z Di, a nie było innej możliwości niż spotkania w pracy. On sam, choć z ciężkim sercem, namawiał ją, aby jednak odpoczęła w domu, ale nie był stanowczy. Obawiał się, że po porodzie długo nie zobaczy swojej ukochanej i teraz chciał się nacieszyć jej obecnością, ile tylko mógł.

**

Ostatniego dnia czerwca, Usagi nie czuła się najlepiej. Ale przyszła do pracy, musiała przyjść. Następnego dnia miała już iść do szpitala, musiała przedtem zobaczyć jeszcze Di. Musiała schronić się w jego ramionach, usłyszeć kojące zapewnienie, że wszystko będzie dobrze i czas szybko zleci, i znów będą mogli być razem. Bała się, ledwo stała na nogach, ale poszła do niego, gdy tylko nadeszła pora na jej lunch. Nie zamierzała jednak nic jeść, od rana niczego nie mogła przełknąć.

- Kochanie… wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – czekał na nią i przywitał czule, gdy tylko stanęła w drzwiach. Od razu poczuł jednak, że coś jest nie tak – Jesteś bardzo blada, dobrze się czujesz?

- Och, Di…

Nie zdążyła odpowiedzieć, poczuła nagle, że ziemia osuwa się jej spod nóg, a później mocny uścisk Diamanda i jego krzyk…

- Karetka! Asumi, wezwij karetkę. Szybko!

A później nie słyszała już nic.

Informacje o Silentia

Jak ulotne skrzydła motyla, tak dusza moja drga na wietrze...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Część II - Podwójne życie Usagi, Fan fiction, Opowiadania, Rozdział XII, Serenity and Diamando, Zaklęta i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Zaklęta (Usagi and Diamande) Część II: Podwójne życie Usagi – Rozdział 12

  1. ~Majka pisze:

    Jak bardzo mi szkoda Di… i dalej nie rozumiem zachowania Usagi. Zamiast cieszyc się szczęściem z ukochanym mezczyzna, brnie w związek z mezem, którego już nie kocha.
    Wydaje mi się, ze Mamoru cos kombinuje, dziwnie się zachowuje. Wyglada na to, ze rzeczywiście jest bezpłodny i czeka, az Chibiusa się urodzi. Ale co potem?
    Pozdrawiam Majka :)
    p.s. Rozpisalas się Sil, bo częściej wstawiasz rozdzialy, bardzo mi się to podoba :)
    Ile jeszcze planujesz rozdzialow do końca?

  2. ~fanka12 pisze:

    też mi się zdaje że Chiba coś knuje bo cały czas się dziwnie zachowuje i za bardzo pilnuje Usagi i też myślę że powtórne badania pokazały że jednak on jest bezpłodny ? i szkoda mi Di ale mam nadzieję że mimo tych całych teraz trudności to Di nie odpuści i będzie z Usą trzymam za nich kciuki :) zaś co do końcówki to mam nadzieję że z Usą i dzieckiem będzie w porządku ? pozdrawiam i czekam na więcej :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>