Zaklęta (Usagi and Diamande) Część II: Podwójne życie Usagi – Rozdział 13

Moje Drogie,

druga część dobiegła końca. Początkowo ten ostatni rozdział miałam podzielić na dwa, ale… nie chciało mi się rozwlekać. Jest więc, jak widać, nieco przydługi. Jeszcze nie zdecydowałam też, co z częścią trzecią. Pamiętacie? Mówiłam, że nie wiem, czy ją opublikuję, czy nie. Dalej nie wiem. Mam kilka pomysłów na inne opowiadania, ale zastanowię się jeszcze, co zrobić. Tak czy tak, pewnie niedługo coś się tu pojawi, oczywiście o ile pozwolą mi na to czas i zdrowie.

Have fun!

Sil

Zaklęta

Część II – Podwójne życie Usagi

Rozdział 13, czyli nowe życie

Mamoru chodził po domu jak wściekły lew po klatce. Miotając się z kąta w kąt, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Usagi jeszcze nie wróciła do domu, zaś on sam wrócił nawet wcześniej niż powinien, zwalniając swoich studentów przed czasem. Chciał być przed nią, jak zawsze, odkąd dowiedział się, że żona go zdradza.

Początkowo, gdy parę miesięcy temu kazała mu powtórzyć badania, uspokoił się nieco. Myślał, że może Usagi miała rację? Bo przecież znał przyszłość, znał swoją przyszłą córkę. Gdy jednak odebrał wynik i jeszcze jeden, jego wściekłość wróciła ze zdwojoną siłą. Tak, był bezpłodny a jak powiedział lekarz była to bezpłodność już nieodwracalna, wynikająca ze zmian w jego organizmie. Żadne leczenie nie mogło tu mieć skutku. Nie było najmniejszej szansy. Tego dnia, gdy usłyszał ostateczny wyrok, wrócił do domu wcześniej. Nie pojechał już do pracy wymawiając się złym samopoczuciem. Chciał dotrzeć do domu przed Usagi, spakować jej rzeczy i wyrzucić przed drzwi. Jednak nim dotarł na miejsce – zmienił zdanie. Nie, to by było zbyt proste. Usagi zasługiwała na coś więcej, na nauczkę. Przede wszystkim musiał się jednak dowiedzieć, kto jest ojcem dziecka, z kim zdradza go żona. Oczywiście nie sądził, żeby Usagi do czegokolwiek się przyznała, czy też podała mu nazwisko swojego kochanka. Musiał zdobyć tę wiedzę sam i była mu niezbędna do dokonania zemsty. Jeszcze nie wiedział tylko jakiej, ale cóż. Na obmyślanie tego będzie miał jeszcze czas. Na razie ponad wszystko musiał się dowiedzieć, kto to był.

Rozpoczęło się nieustanne pilnowanie Usagi. Nie przyznał się jej oczywiście, że wynik się potwierdził. Na szczęście nie musiał nawet kłamać. Po prostu jego żona sama nie poruszała tematu i było mu to bardzo na rękę. Chodził za nią krok w krok. Sprawdzał dokąd jedzie rano, nieraz obserwował ją, gdy wychodziła z pracy. Niestety, choć był jej cieniem przez pół roku – nie odkrył niczego. Przeszukał jej telefon, lecz nawet tu nie znalazł żadnego śladu. Było kilka połączeń, których nie potrafił zidentyfikować, jednak jak się okazało, były to telefony z pracy. Nic! Nic więc nie wskazywało na to, że Usagi ma romans. A może ten romans już się zakończył?

Czasem przechodziło mu przez myśl, że może jednak Usagi go nie zdradza, tylko coś nie tak jest z badaniami, które robił, ale nie. Potwierdził je tyle razy, że nie mogło być mowy o pomyłce. Dlaczego więc nie mógł przyłapać niewiernej żony na gorącym uczynku?

Zadzwonił telefon. Spojrzał na wyświetlacz, ale skrzywił się, gdy okazało się, że dzwoni jego przełożony. Nie miał najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. W ciągu ostatnich kilku miesięcy odbył takich rozmów kilka, w tym twarzą w twarz, i żadna nie należała do przyjemnych. Zresztą nie dalej jak wczoraj dostał mailowe ostrzeżenie, że jeśli nie zaprzestanie notorycznego skracania swoich zajęć ze studentami, dostanie oficjalną naganę. Mamoru nie przejął się tym. Doskonale wiedział, że jest świetnym fachowcem. Mógł sobie pozwolić na co chciał, przecież był w tej dziedzinie niezastąpiony. Odrzucił połączenie i znów wyjrzał przez okno, ale po samochodzie Usagi nie było wciąż śladu.

Znów zadzwonił telefon, tym razem jednak był to numer nieznany. Zawahał się, czy to nie jakaś sztuczka Vala, jego szefa? Ale zaraz przeszło mu przez myśl, że może to jakaś informacja od Usagi. Podjął słuchawkę

- Tak? – krzyknął niecierpliwie.

Usłyszał komunikat, że rozmowa będzie nagrywana a później informację, że telefon jest ze szpitala. Czekał w napięciu, a gdy usłyszał już wiadomość, rzucił niedbale telefon na pobliski fotel. Nie wybiegł od razu z domu, nie wsiadł w auto i nie pognał do prywatnej kliniki położniczej, z której zadzwoniono. Zamiast tego podszedł do barku i wyjął pokaźną butelkę. Przede wszystkim musiał się napić.

**

Z trudem otwierała oczy, jak po długim i niespokojnym śnie. Ktoś trzymał ją za rękę, jednak nie potrafiła jeszcze dojrzeć, kto to taki. Poczuła pragnienie, suchość warg i majaczący ból w podbrzuszu. Przeraziła się widząc nad sobą białe ściany i słysząc dochodzące dźwięki szpitalnego życia.

- Dziecko… gdzie moje dziecko? – wychrypiała, gdy tylko udało jej się dobyć głosu.

- Usa-chan! Obudziłaś się wreszcie! Tak się cieszę.

Diamande poderwał się z miejsca, nachylił się nad nią, aby mogła na niego spojrzeć bez wysiłku. Delikatnie ucałował jej czoło, odgarnął włosy.

- Di… gdzie moja córka?

- Spokojnie, wszystko w porządku – zapewnił ją kojąco – Wszystko zaraz Ci powiem, ale najpierw zawołam kogoś, aby Cię obejrzał.

- Nie, Di. Błagam, powiedz mi wszystko teraz.

- Nie martw się. Miałaś cesarskie cięcie, były pewne komplikacje, ale nasze dziecko żyje i ma się dobrze – jeszcze raz ucałował jej czoło i wyszedł na chwilę.

Czekała niecierpliwie, ale na szczęście nie długo. Za moment wszedł lekarz. Zbadał ją i wyjaśnił jej wszystko. Obiecał też, że jeszcze dziś przyniosą jej na chwilę maleńką córeczkę. Zapewnił, że nie ma obaw o zdrowie dziewczynki, ale jej samej nie wolno było wstawać z łóżka do jutra.

Gdy wyszedł, Usagi odczuła ulgę. Teraz mogła spokojnie porozmawiać ze swoim ukochanym. Była bardzo szczęśliwa, że jest przy niej, choć nieco ją to niepokoiło. Przeszło jej przez myśl, że może go tu zastać Mamoru, a nie miała ochoty na awantury i wyjaśnienia. Czuła, że nie ma na to siły.

- Di – westchnęła po dłuższej chwili – Nie boisz się, że zastanie Cię tu mój mąż?

Jego twarz stężała na chwilę po tym pytaniu, ale szybko nad sobą zapanował. Domyślał się, że pracownicy szpitala w końcu powiadomią Chibę, nawet jeżeli powiedział lekarzowi, że to on jest ojcem dziecka. Po prostu takie były przepisy i nic nie można było na to poradzić. O pobycie Usagi w szpitalu musiał być poinformowany jej mąż. Tyle, że lekarz obiecał mu nie robić tego niezwłocznie.

- Nie martw się, niedługo pójdę, żeby nie sprawiać Ci problemów – odpowiedział spokojnie, choć jego głos wcześniej ciepły i czuły, mimowolnie nabrał zimnych nut.

- Wiesz, że wolałabym, abyś był przy mnie, ale… – zarumieniła się – ale boje się, że wybuchnie tu awantura a ja… ja nie czuję się na silach, by brać w niej udział.

- Spokojnie, jeszcze tylko poczekam, aż przyniosą Ci naszą córkę i pójdę – obiecał niechętnie.

- Wybacz mi, chciałabym, żeby było inaczej – spojrzała w sufit – ale wciąż nie mam pewności, czy to nie jest jednak córka Mamoru…

- Nieważne, kto jest biologicznym ojcem, Usa-chan. To jest moja córka i tak ją będę traktował.

Nie wiedziała, co mu odpowiedzieć. Ambiwalencja jej odczuć była aż nadto trudna do zniesienia. Z jednej strony takie stanowcze stanowisko ukochanego napawało ją dumą, z drugiej… bała się, co z tego wszystkiego wyniknie.

Nagle do pokoju weszła pielęgniarka. W ramionach trzymała maleńką uśpioną dziewczynkę. Wszystkie obawy i strachy opuściły Usagi w jednej chwili, gdy podano jej w końcu córeczkę. Nie kryła wzruszenia. Więc nareszcie! Chibi była na świecie.

- Nie powinna się Pani dziś przemęczać, więc wrócę po nią za kwadrans – uśmiechnęła się pielęgniarka – Gratuluję, śliczna dziewczynka – dodała jeszcze nim wyszła.

Zaś Usagi i Diamande natychmiast otoczyli dziecko czułością, ciesząc się chwilą tylko dla siebie.

**

W tym samym czasie…

Mamoru zaparkował niedaleko wejścia, nie do końca mieszcząc się w wyznaczonym miejscu parkingowym. Nie obchodziło go to, właściwie zastanawiał się, po co w ogóle tu przyjechał. Żeby zobaczyć dziecko? A po co miałby je oglądać, skoro nie było jego? Żeby sprawdzić, jak się czuje Usagi? W sumie to też go nie obchodziło, nie życzył jej dobrze. Gdy powiedziano mu, że urodziła przez cesarskie cięcie, wzruszył ramionami. Gdy dodano, że już można ją odwiedzić – sięgnął po butelkę. Po co więc właściwie przyjechał? Coś go tu przygnało, ale nie wiedział co.

Wytoczył się zza kierownicy, zatrzasnął drzwi i poszukał po kieszeniach pilota. Nie było go, zajrzał do środka auta. Kluczyki zostawił w stacyjce. Sięgnął po nie i jeszcze raz mocno trzasnął drzwiczkami, miało to obrazować jego podły nastrój. Wchodząc wreszcie do budynku, w oddali na strzeżonym parkingu, mignął mu znany samochód. Do kogo mógł należeć? Mamoru nie potrafił sobie teraz przypomnieć.

Wszedł do hallu kliniki i rozejrzał się zdezorientowany za jakąś rejestracją. Wzrok miał błędny, a dochodzące ze wszystkich strony dźwięki płaczu niemowląt od razu podziałały mu na nerwy.

- Przepraszam – powiedział na głos, zwracając się do ochroniarza stojącego nieopodal – Gdzie tu leżą pacjentki po cesarce?

Mężczyzna podszedł momentalnie, zwrócił uwagę Mamoru, iż nie powinien tak krzyczeć. Chiba oburzył się, odganiając się od ręki ochroniarza, która dotknęła jego łokcia, gdy zachwiał się nagle.

- Przepraszam, ale jest pan nietrzeźwy. Nie może pan tu wejść – zimno poinformował stróż.

Mamoru początkowo miał ochotę skląć go nie przebierając w słowach, lecz tchnięty jakimś impulsem, uspokoił się nagle.

- Przepraszam, to ze szczęścia – zełgał gładko, jego głos stał się przymilny i spokojny – Tylko na momencik chcę wejść, muszę zobaczyć żonę. Obiecuję, że nie zajmie mi to wiele czasu. Ona bardzo by się zmartwiła, gdybym nie przyszedł. Chyba nie powinna się teraz denerwować, prawda?

Ochroniarz zawahał się.

- No? Niech mi pan powie? Gdzie leży moja ukochana żona?

- Recepcja jest tutaj. Ja nie posiadam takich informacji. Proszę jednak, aby zachował pan spokój.

- Oczywiście, już się robi.

Mamoru zasalutował komicznie i oddalił się we wskazanym kierunku. Po chwili biegł już piętro wyżej, nie bardzo przejmując się, że potrącił jakiegoś innego odwiedzającego i mało co, nie wpadłby na kobietę z niemowlęciem na rękach.

Drzwi do sali, którą wskazała mu recepcjonistka, były otwarte na oścież. Mamoru nie wszedł jednak od razu. Stał, nasłuchując dźwięków, które stamtąd dochodziły.

- Ma pan naprawdę śliczną córeczkę – mówił jakiś kobiecy głos – Ale teraz malutka musi już iść odpocząć.

- Oczywiście. Dziękuję. – odpowiedział spokojny, niski, męski głos.

Mamoru drgnął, słysząc go. Znał ten głos, słyszał go już i wiedział, niemal na sto procent do kogo należy. Odskoczył, gdy na korytarz wyszła pielęgniarka z dzieckiem na ręku. Udał, że jego uwagę pochłaniają zdjęcia niemowląt na ścianie, ale gdy kobieta go minęła, nie mógł się powstrzymać, aby nie zerknąć na dziecko. Skrzywił się, widząc maleńką śpiącą twarzyczkę. Złość i wściekłość wezbrała w nim ze zdwojoną siłą. Już nie myślał. Już nie mógł myśleć logicznie. Odwrócił się na pięcie i z hukiem wszedł do pokoju nr 12.

Usagi leżała na łóżku otoczona aparaturą medyczną. Wyglądała na zmęczoną, wręcz wyczerpaną. Była blada, ale jednocześnie sprawiała wrażenie szczęśliwej. Ten mężczyzna, którego wciąż jeszcze pamiętał, a którego w tym momencie całym sercem nienawidził, stał tuż obok niej. Był odwrócony plecami do wejścia, jednak nie dało się z niczym pomylić jego białych włosów i mocno zbudowanej, dumnej sylwetki. Teraz, gdy Usagi skierowała na męża przerażone oczy i tamten się odwrócił, zaś Mamoru nie poczekał, aż któreś z nich się odezwie.

- Ty dziwko! Ty szmato – zasyczał, nie zwracając uwagi na to jak twarz jego rywala zmienia się w gniewie – Jak nisko upadłaś? To dlatego nigdy nie przyłapałem cię na schadzce. Puszczałaś się w pracy. Z nim? Z iloma jeszcze? Ekskluzywna kur** się znalazła. Ilu ma ojców ten bękart?

- Mamoru, proszę… – szept Usagi wydawał się ledwo słyszalny, zaś jej drżące wargi pobladły tak bardzo, że ledwo można było je odróżnić od reszty twarzy – To nie tak. To może być twoje…

- Nie może – syknął złowieszczo, przyskakując nagle do Usagi – Nie jest moje na pewno, dziwko. Wszystko się potwierdziło, nie moje! Ja chciałem cię przyłapać na gorącym uczynku. Wreszcie rozumiem wszystko. Jak pokażesz mi się z tym bękartem w domu, zrzucę was ze schodów! O tak!

Ręce Mamoru pomknęły ku szyi Usagi, Diamande zareagował natychmiast. Złapał Chibę w stalowy uścisk i odepchnął od łóżka, próbując też wyprowadzić go z sali. Chiba wyrwał się, ale zachwiał i uderzył ciałem o framugę. Jego determinacja była zbyt wielka, by dać się wyrzucić.

- Myślisz, że jesteś szczęśliwym tatusiem, sukin****? Wątpię! Takie jak ona puszczają się pewnie z każdym. Kto wie, ilu ją przeleciało? Pewnie każdy z twoich kolegów!

- Opanuj się, człowieku – napomniał go Diamande – I wytrzeźwiej najpierw. Później może przyjdzie czas na rozmowę.

- Śmiesz mnie pouczać? – czerwona twarz Mamoru z wściekłości nagle pobladła – Ty? Dziwkarz! Kradniesz czyjąś żonę i jeszcze masz czelność mówić, co mam robić? Zapłacicie mi za to. Wszyscy! Przysięgam. Ty, ta dziwka i ten wasz bękart.

Ochroniarz zaalarmowany krzykami dobiegającymi z góry, pojawił się po chwili. Tym razem nie próbował rozmawiać z Mamoru. Momentalnie złapał go pod rękę, a gdy mężczyzna spróbował się wyrwać, wykręcił ją boleśnie na plecy Chiby.

- Pan pójdzie ze mną – powiedział krótko, nie próbując niczego wyjaśniać. Zdecydowanie wyprowadził Mamoru na zewnątrz, a później przed budynek – Jeśli zobaczę tu pana jeszcze raz, wezwę policje – poinformował krótko.

Mamoru nie zamierzał wracać. Zamierzał jak najszybciej znaleźć się w domu i dokończyć swoją butelkę, obmyślając wszystkie możliwe sposoby okazania swojej nienawiści i pogardy.

**

Diamande koił Usagi w ramionach. Nie tylko, aby uspokoić ukochaną, ale również siebie. Wciąż widział twarz męża Usagi, twarz człowieka oszalałego z nienawiści. To nie wróżyło niczego dobrego, ale jednak teraz nie pora była na to, by o tym rozmyślać.

- Spokojnie, kochanie. Już po wszystkim – szeptał.

Zaś ona powoli tłumiła szloch, który wstrząsnął nią, gdy tylko Mamoru został wyprowadzony na zewnątrz. Wreszcie uspokoiła się całkiem, a choć serce bolało ją i czuła żal, że sytuacja potoczyła się tak a nie inaczej, nagle poczuła, że ogarnia ją spokój a nawet szczęście. Chyba faktycznie było po wszystkim.

- Di… – szepnęła, unosząc na niego oczy – Chibi… to jednak Twoja córka. Tak się cieszę.

- Ja również. I z tego, że ta chora sytuacja wreszcie się skończy. Wreszcie – przesunął opuszkami palców po jej policzkach – będziemy razem tak naprawdę, Usa-chan.

- Tak. Teraz już wiem, że niepotrzebnie zwlekałam. Może, gdybym wcześniej…

- Ciii, cicho. Nieważne już. Nie ma sensu tego rozważać. Liczy się tylko tu i teraz. My, nasza córka i nasza przyszłość. Reszta nie ma znaczenia.

Uśmiechnęła się, pierwszy raz odkąd byli ze sobą, poczuli, że naprawdę należą tylko do siebie. Pierwszy raz poczuli się naprawdę szczęśliwi.

- Dobrze, nie będziemy rozpamiętywać przeszłości – dotknęła jego twarzy, najczulej jak tylko potrafiła – Od teraz nic nas już nie rozdzieli.

- Nic! – potwierdził zdecydowanie, przytulając ją mocno – I nikt.

Koniec Części II!

Informacje o Silentia

Jak ulotne skrzydła motyla, tak dusza moja drga na wietrze...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Część II - Podwójne życie Usagi, Fan fiction, Opowiadania, Rozdział XIII, Serenity and Diamando, Zaklęta i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Zaklęta (Usagi and Diamande) Część II: Podwójne życie Usagi – Rozdział 13

  1. ~fanka12 pisze:

    rozdział świetny ! tyle w nim emocji szczęście zazdrość nienawiść i strach ? co do Chiby tak jak się domyślałam że jednak powtórzył badania i nic nie powiedział Usagi tylko próbował złapać ją na zdradzie i dopiero w szpitalu zobaczył kto jest prawdziwym ojcem dziecka :) bardzo podobała mi się postawa Di jak od razu gdy tylko urodziła się córeczka to od razu uznał ją za swoją i dobrze bo wreszcie mogą być już razem :) trochę szkoda że to już koniec i nie wiesz jeszcze czy pociągniesz trzecią część ale to już twój wybór ważne aby znowu pojawiło się tu kolejne ciekawe opko z U&D :) pozdrawiam i czekam na coś kolejnego :)

  2. ~Majka pisze:

    A wiec koniec?! Ja nie wiem dlaczego ale czuje lekki niedosyt. Może chciałabym więcej sielskich obrazkow z Di i Usa, układających sobie zycie we trojke gdzies daleko..
    Jak tak sobie pomysle o Mamoru, zachowal się nieładnie ale z drugiej strony trudno mu się dziwic, bo zona przez dluzszy czas go oszukiwala. Czasem wystarczy kilka nierozważnych decyzji i ciężko przerwac to bledne kolo, w którym wielu ludzi cierpi.
    Tak czy siak ciesze się, ze wszystko dobrze się skonczylo i dziekuje za mile chwile podczas czytania tego opka :)
    Jeśli będziesz chciała opublikować 3 czesc to ja czekam, tak jak i czekam na inne.
    Jakims odgrzewanym kotlecikiem ( dawno temu napisanym opku) tez nie pogardzę a nawet zakwicze z radości :D
    Pozdrawiam serdecznie Majka

  3. ~Monika pisze:

    Kiedy trzecia część? Bardzo spodobała mi się ta historia.

  4. ~Monika pisze:

    Kiedy trzecia część? Super opowiadanie.

Odpowiedz na „~MajkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>