Asystentka (Usagi and Diamande Love) – Rozdział 9

Asystentka

Rozdział 9

Śnieg, który zaczął padać podczas ostatniego dnia przed feriami, już nie przestał aż do wigilii, kryjąc tokijskie ulice i domy pod białą, lśniącą pierzynką. Usagi szybko zagarnęła przyjaciółki do środka, z daleka widać było, że są przemarznięte.

- Ami, Makoto – uściskała je na powitanie – Nie potrzebnie trudziłyście się w taką pogodę.

- Nawet nic nie mów, Usa-chan.

Makoto postawiła na podłodze przyniesiony pakunek i pozbyła się czym prędzej przemoczonych butów i płaszcza. Parasolkę odstawiła pod ścianę.

- Trochę Ci nabrudzimy – westchnęła Ami – już dawno nie widziałam takiej ilości śniegu w Tokio. A te korki? Byłybyśmy godzinę wcześniej, gdyby nie to, że jechałam półtorej godziny do Mako.

- Chodźcie, herbata już czeka.

Usiadły przy stole w salonie Usagi, Makoto nieco później, gdyż długo oglądała stojące w rogu pokoju świąteczne drzewko.

- Jak z bajki – skomentowała siadając, humor od razu jej się poprawił. Jeśli chodziło o święta, Mako nigdy nie dorosła.

- A jak się czuje Ikuko? – zagadnęła Ami.

- Lepiej, nawet chciała wstać dziś, żeby osobiście przygotować kolację, ale wybiłam jej to z głowy. Martwi się, bo to będzie pierwsza wigilia, którą przyrządzę ja – śmiech Usagi brzmiał słodko i dźwięcznie, był aż zaraźliwy.

- Bo to pewnie nie lada wyzwanie dla Ciebie.

- A może jednak przyłączycie się do nas i wpadniecie razem z nami do Minako? – zaproponowała po raz setny Ami.

- Nie, wiesz, że matka niechętnie opuszcza dom w święta. A teraz, gdy jest przeziębiona nawet sama wolałabym, żeby nie wychodziła.

- Szkoda.

- Szkoda – przytaknęła Usagi.

- A zapomniałabym – Mako sięgnęła po pakunek, który przyniosła ze sobą – Przyniosłam Wam po kawałku każdego ciasta, które upiekłam.

- Wspaniale. Upiec raczej nic bym już nie zdążyła, więc to cudowna niespodzianka.

- I lepiej, żebyś nawet nie próbowała – zaśmiała się Mako – do dziś pamiętam, jak piekłyśmy u mnie ciasteczka. Wszystkie przypaliłaś. Aż dziwne, że Mamoru je zjadł – Makoto zakryła usta dłonią i zarumieniła się. Usagi pobladła lekko, zaś Ami wstrzymała oddech – Wybacz mi…

- Nie szkodzi, nic się nie stało – Usagi spróbowała odzyskać równowagę – Mamoru jest jednym z naszych wspomnień. Nie ma sensu udawać, że tak nie jest – zakończyła ze sztucznym uśmiechem.

Makoto przyglądała jej się podejrzliwie. Doskonale wiedziała, że znów zraniła swoją przyjaciółkę i gorąco żałowała, że w ogóle tu dziś przyszła. Palnąć takie głupstwo w wigilię? Nie umiała znaleźć słów pocieszenia za swoją własną głupotę. Milczały więc wszystkie, aż w pewnym momencie stało się to niezręczne. Ami podniosła się pierwsza.

- Na nas już pora, Usa-chan. Obiecałyśmy Minako przyjść wcześniej i pomóc jej trochę w kuchni. Na kolacji ma być dwadzieścia osób!

- No tak, jest co robić.

- Ale jakbyś się zdecydowała – dodała szybko Mako – dla Ciebie i Ikuko znajdzie się miejsce.

- Dziękujemy, ale raczej nie ma na to szans. Uściskajcie ode mnie Minę i dzieciaki.

Obiecały, że to zrobią. Ucałowały i uściskały Usagi, życząc jej wesołych świąt i już ich nie było. Nastała cisza, która dzwoniła jej w uszach. I tylko świadomość mokrych plam na posadzce sprawiła, że zmobilizowała się, by znów zacząć coś robić. By zajrzeć na górę, do pokoju matki, która drzemała spokojnie i by odkurzyć zdjęcie ojca, który choć zmarł już prawie pięć lat temu, wciąż wypełniał serce Ikuko.

- A kto wypełni moje? – spytała odbicia w lustrze, w przedpokoju. Mimowolnie natychmiast zobaczyła w nim fioletowe oczy Diamanda – Nie – szepnęła uśmiechając się smutno – Lepiej marzyć tylko o tym, co realne.

**

Diamande z westchnieniem ulgi zamknął za sobą drzwi własnego mieszkania, odwiesił kurtkę na haczyk, zdjął przemoczone buty i skarpetki. Natychmiast pozbył się też paskudnego, gryzącego swetra, który miał naciągnięty na koszulę. Sweter ten dostał pięć lat temu pod choinkę od bratowej i wiedziony swoim niecodziennym poczuciem humoru, od tej pory zakładał go za każdym razem, gdy zaprosili go na wigilię. Był to jedyny dzień w roku, gdy miał na sobie podobne paskudztwo, ale nie zamierzał zmieniać tego zwyczaju. Petz obserwowała jego strój zawsze z osobliwym wyrazem twarzy. Nie mógł odgadnąć, czy sprawiał jej przykrość, czy jednak przyjemność tym wyszukanym żartem. W tym roku dostał od niej pudełko paskudnych skarpet ze świątecznym motywem. Doprawdy, aż chwilowo nie mógł doczekać się następnej wigilii, by w którychś się zaprezentować. Zaś teraz podwinął rękawy koszuli do łokci, rozpiął ją nieco pod szyją, po czym poszedł zrobić sobie herbatę. Po namyśle na małej tacce ustawił też butelkę jakiegoś koniaku, który dostał od brata, kielich i pudełko ręcznie robionych ciasteczek – prezent od najmłodszej bratanicy. Tak wyposażony rozsiadł się w swoim gabinecie, w ulubionym wysokim fotelu. Miał zamiar poczytać jakiś kryminał, by spędzić wieczór urodzinowy tak jak lubił najbardziej, lecz tego dnia nie bardzo udawało mu się do tego zabrać.

Odruchowo sięgnął po butelkę. Odkręcił ją i nalał sobie płynu do sporego kielicha. Alkohol wydzielał przyjemny, orientalny zapach, a gdy go skosztował, poczuł jak po gardle i klatce piersiowej rozchodzi się odprężające ciepło. Tak, tego było mu trzeba.

Jego myśli mimowolnie poszybowały w kierunku Usagi. Nie były to wcale wesołe myśli, ale nie mógł ich już dłużej tłumić tego dnia. Wcześniej, gdy otoczony był rodziną brata, jakoś się udawało. Lecz teraz, gdy został sam?

Wszystko tego dnia mu ją przypominało. Dwie starsze córki Safira miały na sobie sukienki w takim samym kolorze, jak kreacja jego asystentki, gdy ostatnio ją widział. Najmłodsza zaś miała niemal identyczny kolor włosów jak Usagi. Gdy Petz zapytała go, kiedy w końcu zatroszczy się o kuzynów dla jej córek, również mimowolnie pomyślał o tamtej. A ta myśl na dłuższą chwilę wprawiła go w podły nastrój. Diamande wyraźnie słyszał, jak jego brat na osobności karcił żonę za podobne uwagi. Normalnie byłyby mu to obojętne, dopiero w tym roku… W tym roku po prostu nie było.

Podniósł znów do ust kielich, lecz okazał się pusty. Szybko uzupełnił brak. Safir zdecydowanie znał się na alkoholach. Koniak był wyśmienity.

Diamande nie był już młody, lecz nigdy wcześniej nawet nie przeszło mu przez myśl by wiązać się na stałe z jakąś kobietę. Czy był kiedykolwiek zakochany? Nie przypominał sobie. A teraz? Teraz to też nie mogła być miłość, bo w coś takiego przecież nie wierzył. To, co czuł do Usagi – tłumaczył sobie jako psycholog – było czymś w rodzaju mieszaniny fascynacji, zachwytu jej niecodzienną urodą oraz chęci skosztowania smaku zakazanego owocu. Tak, to musiało być to – powtarzał sobie. Ale czemu w takim razie nie czuł nic podobnego nigdy wcześniej? Chociażby do Arisy, jego byłej asystentki. Arisa też była piękna, też była fascynującą kobietą o ciekawym charakterze a do tego też była „zakazanym owocem”. Jednak tamta nigdy nie wprowadziła chaosu do jego życia, nie zaprzątała jego myśli. Gdy zaś odsuwał ją od bliskiej współpracy ze sobą, robił to bez wahania i bez żalu. A czy byłby w stanie uczynić to samo wobec Usagi? Wątpił w to. Gdyby Arisa nie była jego pracownicą, może nawet dałby się skusić jej wdziękom na jakiś czas – raz, może nawet kilka razy. Ale nie żałował specjalnie, że tak się nie stało. Zaś o Usagi śnił i marzył niemal co noc, a czasem i w ciągu dnia. Czy czuł więc wobec niej coś więcej? Coś, czego za nic w tej chwili nie mógł zrozumieć a nawet zidentyfikować?

Tok jego myślenia został na chwilę przerwany dźwiękiem przychodzącej wiadomości. Spojrzał niechętnie w stronę biurka, na którym zostawił telefon, ale nie palił się, by wstać i odczytać wiadomość. Prawdopodobnie były to jakieś życzenia urodzinowe bądź świąteczne. Co prawda wydawało mu się, że odebrał je już od wszystkich krewnych i znajomych, od których się spodziewał otrzymać, ale jednak. To na pewno było to. Później to sprawdzi, w końcu dochodziła północ. Ten, kto pisał, nie mógł spodziewać się, że odczyta sms’a wcześniej niż rano.

Za oknem wciąż padał śnieg. Koniak rozleniwiał i wprawiał w błogi nastrój. Diamande ani się spostrzegł, gdy opróżnił już pół butelki, o czytaniu tego wieczora raczej mógł więc zapomnieć. Natomiast chętnie wrócił do swoich myśli o Usagi. Dzięki wypitemu alkoholowi myśli te przestały być dręczące, zaś stały się przyjemne i lekkie. Wreszcie nawet erotyczne. Przymknął oczy, by lepiej wczuć się w wizje, która zaczęła go nawiedzać. Usagi stała się lekką, błyszczącą zjawą w białej, zwiewnej sukni. Miała nagie, kształtne ramiona, głęboki dekolt podkreślony złotym gorsetem. Była pięknem nie z tej ziemi i w jego myślach szła ku nie mu z wyrazem słodkiego, kobiecego oddania na twarzy. Długa spódnica sukni z delikatnej tkaniny oplatała szczelnie jej nogi, nie pozostawiając wiele dla wyobraźni. Diamande zamruczał bezwiednie. Poczuł też, że spodnie zaczynają go uwierać. Poprawił je widząc, jak jego zjawa podchodzi coraz bliżej. Była już na wyciągnięcie ręki, dotykała go już swoim słodkim ciałem. Mężczyzna ponownie zamruczał, niemal czując jej dotyk na swoim najczulszym miejscu, muśnięcia jej włosów na policzkach i szyi.

- Usagi…- szepnął, jego głos był niski i namiętny.

Położyła mu palec na ustach, aby nic nie mówił. Potrzebował jej, potrzebował spełnienia. Teraz, bez chwili zwłoki. Niecierpliwie złapał ją za biodra, pociągnął niżej, aby połączyć wreszcie ich spragnione ciała. Poczuł jej westchnienie, jej drżenie. Nachyliła się do jego ucha.

- Jeszcze nie czas, najdroższy – szepnęła.

Nie rozumiał, chciał zapytać, co miała na myśli, lecz nie zdążył. Potężny dreszcz orgazmu targnął jego ciałem. Gwałtownie otworzył oczy wydając z siebie niemiły jęk zawodu. Więc to był tylko sen.

Informacje o Silentia

Jak ulotne skrzydła motyla, tak dusza moja drga na wietrze...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Asystentka, Fan fiction, Opowiadania, Rozdział 9, Serenity and Diamando i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Asystentka (Usagi and Diamande Love) – Rozdział 9

  1. ~Majka pisze:

    Ciekawe co takiego zrobil Mamoru, ze dziewczyny nie chcą o nim wspominać, pewnie jakies swinstwo wywinal Usie.
    Cos w tym musi być, ze Di już sni na jawie o Usie. W tej sukience przypominala mi Serenity, wiec tym bardziej jest to zastanawiające co będzie dalej ;)
    Pozdrawiam i czekam na cd. Majka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>