Asystentka (Usagi and Diamande Love) – Rozdział 21 Część 2

Moje Drogie,

źle mi się pisało końcówkę tego opowiadania, co chyba niestety widać. A źle mi się pisało ze względu na tematykę w połączeniu z sytuacją, w której się obecnie znajduję. To już ostatni rozdział, miał być jeszcze epilog, ale nie wiem, czy się na niego zdecyduję. Jeśli tak – pojawi się najpóźniej w następnym tygodniu (raczej w tym jeśli już).

Co dalej? Na razie potrzebuję odpoczynku. Wszystko obecnie jest u mnie w zawieszeniu, łącznie z pracą naukową, dlatego nie umiem powiedzieć, czy i kiedy coś się tu pojawi. Jeśli tak, to będą to pewnie krótkie jednorazówki. Czasem nachodzą mnie różne pomysły, ale brak mi sił na ich realizację. Zaglądajcie jednak od czasu do czasu, a nóż coś będzie? :)

Ściskam

Sil

 

Asystentka

Rozdział 21

Część 2

Obrazy zaczęły wracać. Wyrwana z nicości powoli zaczęła rozpoznawać nad sobą sufit, jakąś lampę. Coś dźwięczało nad jej głową, ale nie miała siły by ją odwrócić i spojrzeć. By rozpoznać, co oznacza ten irytujący dźwięk. Sala tonęła w półmroku, w ciszy i tak bardzo przypominała jej inne wydarzenie z jej życia. Sprzed kilku miesięcy, gdy dowiedziała się, że jest… że jest…. „Moje dziecko!” – chciała krzyknąć. Spróbowała dotknąć brzucha, ale nie mogła poruszyć rękami. Mimo to doskonale zdawała sobie sprawę, że jest pusty. Nie ma jej tam. Jej córeczki nie było w środku. Chciała krzyknąć, lecz zza zmęczonych ust wydobył się tylko ledwosłyszalny, chrapliwy jęk. Na szczęście ktoś mocno ścisnął jej rękę, ktoś nachylił się nad nią. Rozpoznała twarz Diamanda. Uśmiechnął się lekko widząc, że się obudziła. Uśmiechnął się? Więc może nie wszystko jeszcze stracone…

**

Kilka godzin wcześniej…

- Boże, Usagi! Co z Tobą?

Diamande, który od dłuższej chwili bezskutecznie starał się ocucić swoją asystentkę, nieprzytomnym wzrokiem skarcił Mikito.

- Zemdlała, raczej Ci nie odpowie – wychrypiał – Szybko, dzwoń po karetkę! Usa-chan… obudź się. Ocknij się, proszę.

Jej oddech był płytki, ledwo wyczuwalny. Wianuszek pracowników dookoła nich rósł, jeszcze utrudniając dostęp powietrza. Niektórzy szeptali coś między sobą, inni raczyli profesora bezsensownymi radami. Nie wytrzymał.

- Odsuńcie się. Zabieracie jej dostęp do powietrza. Dr Fubuki, wiem, że Twoje mądrości zrobiłyby furorę w każdej ekipie ratownictwa medycznego, ale oszczędź nam ich. Yoko klęczysz Usagi na spódnicy. Najlepiej obie odsuńcie się na koniec sali.

Mikito przybiegła z informacją, iż karetka jest w drodze. Diamande podziękował jej skinieniem głowy. Na więcej nie mógł się zdobyć, Usagi wciąż nieprzytomna w jego ramionach, zdawała się krucha i delikatna. Mimowolnie przyłożył dłoń do jej brzucha i wtedy dojrzał rosnącą, zabarwioną na czerwono plamę na jej spódnicy. Zacisnął zęby.

- Proszę, nie – wyrwał mu się zdławiony jęk.

Szpital był blisko, karetka przyjechała nim zdołał całkiem pogrążyć się w rozpaczy. Starał się myśleć o Usagi, o tym, że na pewno wszystko będzie dobrze, ale panika otaczała jego ciało jak zimny, wilgotny wiatr. Czuł, że grunt usuwa mu się spod nóg. Miał wrażenie, że świat przesuwał mu się przed oczami w zwolnionym tempie. Że czas stanął w miejscu. Poczuł się jak w transie, ale nie był to przyjemny stan…

- Proszę się odsunąć, proszę opuścić salę – rozkazał władczy głos rosłego ratownika medycznego, wybudzając go z dziwnego stanu odrętwienia.

Przerzedziło się wreszcie, jednak wciąż kilka osób zwlekało z wyjściem. Diamande, półprzytomny z przerażenia wciąż kurczowo trzymał Usagi, spojrzał błagalnie na mężczyznę, który przykląkł obok. Wyjął Usagi z jego rąk i krótko badał.

- W porządku, czynności życiowe w normie. Zabieramy pacjentkę. Szykować nosze! – spojrzał krytycznie na Diamanda – jest pan w stanie podać nam wszystkie dane pacjentki, dane jej męża?

- Jestem. Dr Usagi Tsukino, tu jest jej torebka z dokumentami. Jeszcze nie jest zamężna – głos mu się załamał – Jadę z wami, po drodze zawiadomię jej matkę.

- Kim pan jest dla pani Tsukino? Przełożonym?

- Tak… – spojrzał mężczyźnie głęboko w oczy – A do tego ojcem dziecka i… narzeczonym.

Głuchy okrzyk i mlaśnięcie ciała o framugę na chwilę przykuło jego uwagę. W drzwiach sali konferencyjnej zobaczył Arisę, Mikito i Prorektora. Zobaczył szok malujący się na ich twarzach. Zobaczył strach w oczach swojej sekretarki. Usagi wciąż była nieprzytomna. Diamande nie dbał już o nic.

**

- Di… – wychrypiała, gdy tylko udało jej się dobyć głosu – Nasze dziecko?

- Spokojnie, nic nie mów. Jesteś bardzo osłabiona, straciłaś mnóstwo krwi.

- Di…

- Spokojnie. Mamy córeczkę, odratowali ją, ale teraz troszkę poleży sobie w inkubatorze. Już ją widziałem – nachylił się, aby spojrzeć ukochanej w oczy – Jest piękna, jak Ty. Jak tylko nabierzesz sił też ją zobaczysz. Już niedługo. Teraz Ikuko jest przy niej. Później do Ciebie zajrzy.

Usagi zamknęła oczy, odczuła ulgę większą, niż cokolwiek, co mogłaby sobie wyobrazić. Ulgę i szczęście nie do opisania. Po jej policzku potoczyła się łza.

- Di… czy jest zdrowa?

- Tak, wszystko w porządku. Wierzę, że teraz wszystko już będzie tylko lepiej.

- A… zebranie? – przypomniała sobie z trudem, w jakich okolicznościach zaczął się jej poród.

- Nie wiem, nie sądzę też, żeby jeszcze miało mnie to obchodzić. Porozmawiamy o tym, jak już będziesz zupełnie zdrowa.

- Ale Di? Czy oni wiedzą?

- Tak, już wiedzą.Wszyscy. Koniec tajemnic – uśmiechnął się z wyraźnym odczuciem ulgi – Wkrótce wyjdziemy stąd wraz z naszą córeczką. Pobierzemy się i będziemy żyć szczęśliwie i spokojnie, bez kłamstw i niedomówień. Co Ty na to?

Spojrzała na niego, uścisnęła jego dłoń najmocniej jak potrafiła, uśmiechnęła się najczulej jak umiała. A później odpowiedziała.

Opublikowano Asystentka, Fan fiction, Opowiadania, Rozdział XXI cz. 2, Serenity and Diamando | Otagowano , | 2 komentarzy