Asystentka (Usagi and Diamande Love) – Rozdział 21 Część 1

Asystentka

Rozdział 21

Część 1

Kilka miesięcy później…

Deszcz już nie padał, lecz i tak dzień zapowiadał się szary, mroczny i wilgotny. Usagi czuła się źle i nie miała najmniejszej ochoty wstawać z łóżka. Diamande, który został u niej na noc, wstał już i brał prysznic. Teraz miała być jej kolej. Ale jak tu zmusić ciało, by się podniść?

Usiadła niepewnie, powoli spuszczając nogi na podłogę. Przetarła oczy opuszkami palców. Nawet z tej odległości widziała w lustrzanych drzwiach szafy swoją szarą, zmęczoną twarz. Jej mała córeczka kopała zawzięcie, ale tego dnia Usagi nie potrafiła się tym cieszyć. Coś było nie tak. Wiedziała to, czuła. „Powinnam dziś zostać w domu” – myślała, wiedząc jednocześnie, że nie może. Tego dnia było zebranie całego Instytutu wraz z przedstawicielami Senatu uczelni. Ona sama miała tam krótkie wystąpienie. Nie chciała zawieść Diamanda, nie chciała zawieść współpracowników. Ale przede wszystkim nie chciała zawieść samej siebie. „Dam radę. Zaraz się rozruszam” – wmawiała więc sobie czując, że robi źle.

- Usa-chan? Wszystko w porządku? – Diamande, który właśnie wszedł do sypialni, przyglądał się jej badawczo.

Był już prawie gotowy do wyjścia. Jak zwykle miał pojechać pierwszy, aby nie wzbudzać niczyich podejrzeń.

- Tak, jestem tylko trochę zmęczona.

- Zmęczona? Przed chwilą wstaliśmy. Na pewno dobrze się czujesz?

Usiadł obok niej na łóżku i delikatnie ujął jej podbródek. Nakierował jej spojrzenie na swoją twarz, by móc spojrzeć w oczy.

- Chyba nie spałam zbyt dobrze, trochę też mnie mdli, ale myślę, że to minie po śniadaniu.

Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. Twarz miała pobladłą, oczy podkrążone. Dotknął jej brzucha, był napięty, ale zaraz poczuł jak jego córeczka poruszyła się pod jego dłonią. Uśmiechną się lekko.

- Jeśli nie czujesz się na siłach to może lepiej zostań dziś w domu.

- Nie, nie… Dam radę. Zaraz się zbieram.

- Na pewno? Pamiętaj, nic na siłę.

- Na pewno. Zjesz z nami śniadanie?

- Nie. Pojadę już – nachylił się, aby pocałować ją lekko w szyję – Muszę jeszcze przygotować kilka rzeczy przed zebraniem. Zjem coś w pracy.

Miała ochotę powiedzieć mu, co sądzi o piciu kawy i jedzeniu batonika z automatu zamiast śniadania, jak to miał ostatnio w zwyczaju, ale dziś nie czuła się na siłach nawet na to. Nie odprowadziła go też do drzwi. Powoli, ciężko stawiając każdy krok, udała się do łazienki. Musiała się wziąć w garść.

**

Ani kąpiel, ani śniadanie z matką nie poprawiły jej nastroju. Nie czuła się też ani odrobinę silniejsza niż po przebudzeniu. Martwiło ją to, bo bała się, że jej wystąpienie znów nie pójdzie dobrze. Do dziś pamiętała ironiczny uśmieszek Arisy i pełne współczucia szepty niektórych współpracowników sprzed trzech tygodni. Jej ciąża była już od dawna widoczna. Właściwie miała się ku końcowi.

- Wytrwam i odejdę z klasą – powtarzała swojemu szaremu odbiciu w lustrze, lecz gdy zmartwiona Ikuko zaproponowała, iż odprowadzi ją pod Uniwersytet, nie oponowała.

**

Spóźniła się i czuła się z tym bardzo źle. Mikito poinformowała ją, że wszyscy są już w sali konferencyjnej.

- Nie czułam się dobrze i droga do pracy zajęła mi zbyt wiele czasu – wyjaśniała jej szybko przebierając buty i odwieszając niedbale płaszcz przeciwdeszczoy.

Wiedziała, że nie musi się tłumaczyć. Zwłaszcza sekretarce, ale nie umiała zbyć milczeniem wymownego spojrzenia starszej koleżanki.

- A ojciec dziecka nie mógł Cię podwieźć tym razem? – zapytała niezbyt taktownie, jak zwykle próbując nakierować rozmowę na jej tajemniczego partnera. Usagi takie uwagi zbywała jednak krótko.

- Nie mógł. Przepraszam, muszę biec.

 **

Mimo że bardzo starała się iść szybko, kroki stawiała ciężkie i niepewne. Była zbyt zmęczona, aby to rozważać i po prostu skupiła całą energię na drodze do sali. Niestety, zebranie trwało już w najlepsze. A gdy weszła, powitało ją kilkanaście spojrzeń pełnych milczącego wyrzutu. Przełknęła ślinę i powolutku podreptała na swoje miejsce między Diamandem a Arisą. Ukochany spojrzał na nią zmartwiony, jednak nie skomentował, Arisa przechyliła się do niej momentalnie.

- Co Ty sobie myślisz? Jest 15 po! Już lepiej by był, gdybyś w ogóle nie przyszła – szepnęła wściekła.

Usagi nie miała siły reagować.

**

Pierwszą godzinę jakoś przetrwała, choć czuła na karku gorącą falę potu i brak jej było powietrza. Oczy zamykały jej się same. Cieszyła się, że siedzi, bo była pewna, że nie dałaby rady ustać ani minuty. Jej wystąpienie miało mieć miejsce dopiero w drugiej części zebrania. „Jak ja wytrwam?” – kwiliła w środku, zastanawiając się, czy jednak nie popełniła błędu wychodząc dziś z domu.

Druga godzina spotkania, ożywiona dyskusją nad budżetem Instytutu, zleciała jeszcze szybciej niż pierwsza, lecz Usagi praktycznie nic już nie słyszała. Nie kontaktowała, nie rozumiała ani słowa.

Zrozumiała, że zarządzono przerwę tylko dlatego, że niektórzy z uczestników wstali z miejsca. Do pokoju wkroczyła Mikito i roznosiła kawę i herbatę. Usagi niepewnie, drżącą dłonią sięgnęła po wodę. Diamande podsunął jej bliżej butelkę i szklankę.

- Dobrze się czujesz? – szepnął.

Spojrzała na niego, ale nie zdążyła nic odpowiedzieć. Jej powieki zamknęły się same, gdy spłynęła z krzesła na podłogę. Usłyszała brzęk tłuczonego szkła, czyjś okrzyk. Dalej niczego już nie pamiętała.

Opublikowano Asystentka, Fan fiction, Opowiadania, Rozdział XXI cz. 1, Serenity and Diamando | Otagowano , | 4 komentarzy